|
|
Wynurzenia znad matery...*** Zimno, okropnie, ciemno, z nosa leje mi się jakieś paskudztwo, jestem niewyspana, marudna, zła, chora... A jutro mam kolokwium z cholernej eseistyki Herberta. W chwilach takich jak ta, egoistycznie wolałabym, żeby Herberta nigdy nie było, a nich literatura straci... Dla mojego świętego spokoju... Bo tu trzeba jeszcze na środę referat napisać, w czwartek oddać ten rozdział pracy licencjackiej co go ciągle nie zaczęłam... Ajjj... Sesja idzie, ja wiem, za trzy tygodnie o tej porze będę już mieć święty spokój, no ale czy to za trzy tygodnie nie mogło by być dziś, co? No nic, nie chce mi się nic pisać, bo i o czym, za każdym razem gdy się silę na zostawienie tu kilku zdań, widzę jak bardzo mi się nie chce tego ciągnąć, a jednak żal zostawić, w diabły, w cholerę posłać... Gacek nabazgroliła: 2010-01-18 15:14:51 skomentuj (4) *** Notka, albo zwitek bzdur napisanych z tydzień temu, nie było nawet czasu, że ja wkleić, takie zawirowanie... I coraz mniej chce mi się pisać... W końcy tyle tego licencjatu trzeba naprodukować, o jeżuniu. Księżniczka na plastikowej kulce. Bo groch się przeżył, to nie te czasy. Teraz księżniczki chodzą w bojówkach i sypiają na plastikowych kulkach, kaliber 6 mm, oczywiście książęcych, burżujskich – precyzyjnych, bezszwowych. Tia... Co ja znowu wypisuję, po prostu plastikowa kulka wbija mi się w tyłek... Wala się to to, już nie tylko po moim pokoju, ale po całym domu, ku rozpaczy rodzicielki i uciesze psa. Pies, stał się agentem specjalnym do wyszukiwania i eliminowania kulek, z tej okazji otrzymawszy specjalny pseudonim bojowy Kleopatr-ol, od swojego właściwego imienia – Kleopatra, i słowa patrol. Zatem pies nadstawia uszu i patroluje teren, księżniczka od plastikowych kulek, i na plastikowej kulce, bo jest skazana na spanie w leżu pełnym owych plastikowych kulek z tego względu, że bestialsko rozwala się w moim łóżku, no chyba, że ja już tam leżę, wtedy rozwala się na mojej głowie. Do czego zmierzam? Do niczego, czy świat uparcie musi do czegoś zmierzać? Musi? No dobrze, ale ja nie muszę. Nie lubię musieć. Musze na przykład, zrobić wywiad na zaliczenie warsztatów. Aj! Nie ma to jak zadufanemu w sobie egocentrykowi kazać zrobić z kimś wywiad. Przecież to jest nuda! No chyba, że miałabym robić wywiad z samą sobą... I co by tu wymyślić, żeby zrobić, a się nie narobić... Ludzie bardzo się zmieniają. Ot, napadało śniegu, więc przyszedł czas najwyższy, by wyciągnąć n2b spod sterty rupiecia. A co ma piernik do wiatraka? Krótka alaska jest lanserska, ale pizga po tyłku, nie obchodziło mnie to gdy ją lata temu kupowałam, ale teraz... na pewno kupiłabym długą. Już od tygodnia mam wolne – mam tym razem bardzo fortunnie skonstruowany plan zajęć, tu poczarujesz, tu pusto z przydziału i przedłużasz święta o tydzień... Tak czy siak święta i tak potrwają za krótko, szczególnie że zaraz po musze oddać plan, bibliografię (to akurat można ściemnić) oraz 10 – 12 stron licencjatu (to też można ściemnić, ale trudniej). Ostatnio przechodzę ten okres kiedy nie chce mi się pisać, więc może być problemiczek. Co poza tym... Victorinox zasłużył na swoją renomę. Dziura w ręce na głębokość pół centymetra, długość, jakieś trzy, cóż... Uparta choinka, uparty stojak, uparta ja, moja niezdarność i głupota, choć nie spodziewałabym się że takie lekkie draśnięcie może narobić tyle szkód... Oj, ale święta będą fajne, zwłaszcza babcia, babcia, biadolenie babci, opowiastki babci, babcine powiedzonka, na to się czeka cały rok, babcia jest niezastąpiona. Zwłaszcza, z jej ostatnim hasłem, że ona opuszcza modę na sukces, żeby iść na roraty się modlić, żebyśmy z bratem te studia pokończyli, bo my się nic nie uczymy. Chyba tylko dzięki wstawiennictwu babci jakoś mi na tych studiach idzie, babcia od dawna ma gadane z Szefem. Gacek nabazgroliła: 2009-12-29 13:02:37 skomentuj (1) *** Miałam tu dużą kolumnę tekstu na temat tego jak beznadziejnie dogaduję się z mi madre, ale poszło. Szczególnie, że nic się nie zmieni, ani ona, ani ja. Szkoda, bo mi się udał, po Gombrowiczowku, ale z drugiej strony głupio najeżdżać na matkę, tylko dlatego, że ma mnie w głębokim poważaniu, matka jest matka. Nie znoszę kiedy pada. Chcę stąd iść! Mam dużo do zrobienia, a w taki dzień komu się coś chce. Parszywa monotonia roku akademickiego, minęły dopiero dwa miesiące, a ja jestem skrajnie wykończona. Po co ja robię te studia, przecież nie dla siebie, dla siebie by mi się nie chciało... A tak, jeszcze bardziej nie chce mi się pracować, dlatego robię studia... A niech by to... Dopiero po jedenastej, jeszcze tyle nudy trzeba zapełnić zanim położę się spać... Na razie kończę, na bloga marnuję czas i talent. Oj, tak, ta moja skromność. I dlatego też, że o sprawach tych ważnych i tak nie pisze, bo o tym się rozmawia z przyjaciółmi, dyskutuje gorączkowo, przeżywa w sercu, ewentualnie rozprawia na ich temat w starym poplamionym kawą diariuszu, o ile ktoś pisze diariusz, ja nie piszę. Odezwę się za jakiś czas, kiedy się okaże lub nie, czy powiódł się mój nowy plan... Oczywiście tutaj ani słowem nie powiem, na czym polegał plan. Ale po moim humorze okaże się czy działa, czy nie. A z moją powieścią jak z pogodą, nic nie jest stałe. Gacek nabazgroliła: 2009-12-08 23:48:57 skomentuj (0) *** Czuję jakby mózg miał mi się lada chwila zagotować, albo raczej nie mózg, tylko ta pucha Whiskasa co ją mam w głowie. Ciśnienie w czaszce zaczyna sięgać apogeum, dlatego, że od jakiegoś czasu przyrosły mi do uszu stopery. Matka, a raczej jej zachowanie, jest nie do zniesienia. Nie liczy się w ogóle z tym, że mieszka z czwórką innych ludzi. Postanowiłam zacząć znosić jej humory. Właściwie postanowiłam się od dziś w ogóle za bardzo do niej nie odzywać, bo spławia mnie i zbywa za każdym razem gdy przychodzę do niej zwyczajnie pogadać. Siedzi w kuchni, kurzy, pije kawę, myślałam, że każda matka by chciała, w takiej sytuacji posiedzieć sobie ze swoimi dzieciurami, ale na myśleniu się skończyło. A co ze stoperami, czyli co ma piernik do wiatraka. Ano to, że odpala swoje Ajron Majdanki i buczy na cały dom, i tak cały dzień sruuuuuu, oddycham z ulgą gdy wychodzi z domu... To nie jest tak, że nie znoszę muzyki, albo ogólnie tego rodzaju muzyki, ale ileż można... Czy nie jest przyjemnie posłuchać ciszy? Po to mam stopery, ale bolą mnie już bardzo uszy... Ona to ma w głębokim poważaniu. Dziś oświadczyła, że gdyby nie my to miała by tyle i tyle stówek miesięcznie do rozwalania. To takie... motywujące, żeby się stąd jak najszybciej wynieść. Z S. jest trudno, z reszta widzę, że ona by chyba chciała żebym dała sobie spokój, bo to jej przyjaciel i chyba sobie nie życzy, bym miała cokolwiek wspólnego z jej przyjaciółmi, a ja cóż... Nie mam teraz nastroju, motywacji, chęci, okoliczności, sposobności, i chyba także potrzeby, żeby się o kogoś starać... Poszło... Tajes, złoszczę się na nią bardzo, jak ochłonę, będę żałowała, że to wszystko napisałam. C'est la vie. Gacek nabazgroliła: 2009-12-05 00:20:47 skomentuj (0) |
|