vardamerethiel blog

Twój nowy blog

***

2 komentarzy

Raczej nie będę już pisać… Bo nie zdołałam skończyć pierwszego zdania, a już mi się odechciało robić tę notatkę. Z niektórych rzeczy się wyrasta, wcześniej czy później, w moim przypadku za późno. Spoko, śmieję się oczywiście, po prostu mi się nie chce… I znów zawalam studia, i znów nie mam na nic czasu, i jak zwykle się odchudzam, i jeszcze… jestem bardzo szczęśliwa.

***

1 komentarz

Wiosna idzie! Nie piszę… Bo wszystko mi się układa więc nie mam o czym… Jak typowy stereotypowy Polak, mam tendencję do narzekania, a gdy jest dobrze, milczę. Wywnętrzam się gdy mi źle, albo gdy męczy mnie postmodernistyczna nuda, a gdy świat przybiera wyprostowaną luźną formę zamiast stać na głowie, od czasu do czasu tylko nakreślam parę zdań, jak teraz. Licencjat obroniony, na magisterce jestem… Ale nie o to chodzi… Mam serce pełne intensywnych i pozytywnych uczuć, to aż dziwne po tych wszystkich mirażach, wirażach, ach, ach, ach… Mieć po prostu luz, spokój… i się szczęśliwie zachłysnąć jesiennym zauroczeniem, zupełnie jakby szła już wiosna…

***

Brak komentarzy

Co tam Piesku Lisku? Kleopatrolku, Titku, Kleusiu, Lelusiu, Pierdułko, Duperelku, Kluseczko, Parówciu, Dybuku Mały… Co tam Kleopatro? Kleo? Tak, mój pieso właśnie leży obok i tak spogląda – Ooo! Z takim wzrokiem mówiącym – Czemu się tak śmiejesz, co? Piszesz tam coś o mnie? Pisz pisz, wartam, jestem w końcu najcudniejszym pieskiem na świecie… Oj wartaś Łapko.

***

1 komentarz

Nie wiem, ale to chyba nie było tak ważne, skoro… Odbyło się bez Bollywodów i czekolady. I tak naprawdę powinnam wybrać wtedy inaczej. Stanowczo. Niestety moja wrażliwa na pewne atrybuty percepcja zastąpiła całkowicie drogę tej cesze, której chyba z resztą tak czy inaczej wcale nie posiadam, intuicji. Dlaczego tak uważam? Zabawne. Chciałabym móc to tu napisać… Powróciła, jak zwykle cudowna lekkość bytu. Przestaję sobie też powoli wmawiać, że nie mogę, lub nie potrafię, dlatego, że pewne cechy mam, a innych nie mam, czy też pewne obawy mam, nie mając przy tym dostatecznych chęci… Lepiej jest myśleć, że nie chcę, choć może to nie do końca prawda. Załóżmy jednak, że nie chcę, to oszczędzi mi wywnętrzania się i zastanawiania nad wieloma kwestiami. Nie chcę. Bo tak jest łatwiej… Kabhi khuśi kabhi gham…

***

Brak komentarzy

Na początku tego zdania już nie wiem co chcę w nim powiedzieć, dlatego, że…
Zgubiłam się… Tęsknię za czymś co nie istnieje i wieczorną porą popadam w melancholię. Wieczorną… Noc miesza mi się z dniem jeszcze dotkliwiej od powrotu z bezsennych Zakonek. Dobrze było tam być, w tym świecie poza światem, gdzie liczy się tylko tu i teraz. Nie lubię wracać do codzienności, która boli, gdy nie ma jej z kim dzielić… Sztuka, poezja i góry buczynowe, są tylko namiastką, pocieszeniem, które niestety musi mi wystarczyć.
Jedna rzecz podnosi mnie na duchu… jestem pewna, jeszcze bardziej, jeszcze mocniej, nieskończenie i całkowicie, że mam pewien etap, pewną słabość za sobą…
I nie wiem, czy zareagować ze spokojem i entuzjastycznym oczekiwaniem, czy ze strachem na to, jak bardzo chętnie moje serce otwiera się na kolejną, która, całkiem możliwe okaże się jeszcze bardziej zgubna.
O tak, o ile łatwiej byłoby mi pisać, gdybym tak wielu rzeczy nie chciała ukryć… O ile łatwiej byłoby po prostu powiedzieć, że…
Co jest gorsze, pustka czy tęsknota? Nie doświadczenie miłości, czy miłość bez wzajemności… Odpowiedź znają poeci… A ja… Wyczyszczę i naoliwię Deserta po ostatniej strzelance… dziś już i tak nie zasnę…

***

Brak komentarzy

Jestem… wyprowadzona z równowagi… Jest północ, muszę napisać zakończenie i streszczenie, poprawić plan i bibliografię – tylko, czy aż?
Jest północ, a ja dalej nie wiem czy jechać na Zakonki… Jutro, o szóstej rano, czyli właściwie dzisiaj, za sześć godzin. Jeszcze wczesnym popołudniem miałam wymówkę, bo brak kasuczi, ale dostałam niestety przelew o którym zapomniałam, że ma przyjść. Nie wiem, teraz… chcę spać… chcę spać, i chcę miłości, też… ale teraz to chyba bardziej chcę spać…
I jeszcze, Sabina wróciła do Opola. I teraz będzie mi smutno… Jak mam przetrwać wrzesień? A wystarczyłoby wiedzieć, że jesteś…

***

1 komentarz

Olśniło nas, to znaczy mnie i Sabinę, na widok „Tej” sukienki. Oczywiście, jak to sukienka, cudownie wyglądała na wieszaku, a żeby nas nie korciło, obie postanowiłyśmy ja przymierzyć, żeby się przekonać, jak źle leży, i jak nie warta jest przez to swojej ceny. Niestety… leżała fantastycznie, nadal leży fantastycznie, w mojej szafie… i w Sabiny szafie… Ale, poprawiło mi to nastrój, który dotkliwie nękają ostatnio myśli, o zbliżającej się obronie, o tym, że ciągle nie oddałam i nie poprawiłam pracy, a dziś znów, zamiast to zrobić, cały dzień łaziłyśmy po górach, łażenie po górach sprzyja przyjemniejszym myślom, i w górach chyba naprawdę jestem najszczęśliwsza, a jednocześnie czegoś, a może kogoś niezwykle mi brakuje… Teraz natomiast internet zżera mi czas. Czemu ja wszystko zostawiam na ostatnia chwilę… No i niedługo Zakonki, na które nie wiem czy pojadę, nie wiem czy jechać, czy mam po co jechać, dla kogo jechać… Dla siebie? Nie wiem, czy czasem dla siebie, nie powinnam zostać i zrobić wreszcie czegoś w kierunku egzaminu… Ciężka sprawa…

***

1 komentarz

Mój mózg się broni. Półcentymetrowy ciemny pas u nasady mojej rudoblond czupryny oznacza, że mój mózg jeszcze żyje i się broni… przed kolorem blond, ja z resztą też, przed tym okropnym kolorem blond, albo raczej tragicznym wypadkiem zderzenie się mojej głowy z nieodpowiednia farbą która miała być marchewą. No tak, piszę o głupotach, bo jak zwykle nie mam o czym pisać. Od powrotu z OldTown kolejne dnie są do siebie bliźniaczo podobne, ale nie, nie narzekam, jest dobrze, po prostu dobrze. Z Sabiną cały dzień włóczymy się i gadamy, jak za starych czasów. Oglądałyśmy nawet spadające gwiazdki spacerując po łące, i oczywiście nie obeszło się bez przedrzeźniania się, która pierwsza wypowiedziała życzenie… Cóż, moje życzenie… Było oczywiste prawda Mooniak, to co zwykle, to z twojego balonika, tylko teraz bardziej skonkretyzowane. Ale, oczywiście… za dobrze by mi było, gdyby się spełniło. Więc pewnie Sabina pomyślała swoje pierwsza. Ehhh… Mooniaku… Jeszcze tylko miesiąc, i znów Rycerzowa, jak co roku… I wreszcie wrócisz, tu, i znajdziesz znów, domek mój bez adresu, sznur wspomnień z gór, będzie Ci drogę znaczył… Tylko góry w tym dziwnym życiu są stałe… W tym śmiesznym balu miłości niewyznanych… Parafrazuję… już od bardzo dawna nie pisuję wierszy, od bardzo dawna nie zajmuje się powieścią, a co dopiero poezją, która jest o wiele trudniejsza…

***

2 komentarzy

Jestem już po… Aerosmith, Tornadzie, OldTown… Jestem też po czterech latach myśli, o kimś, o nim, definitywnie po… Ale zaczynając tak zupełnie od początku… To nie tak, że nie pisałam bardzo długo, bo te zapiski czytają osoby których tutaj widzieć nie chcę, trudno, rzadko mam to czego chcę zatem zdążyłam przywyknąć, nauczyłam się przymykać oko, o ile oni także przymykają oko i nie dają mi do zrozumienia, że wiedzą jak nie elokwentny babski emocjonalny i wylewny potok, albo słowotok się tu dokonuje. Poprzedni wpis, który jest zlepkiem zapisków z notatnika świadczy z reszta o tym, że pisałam, nie chciało mi się tylko przerzucić tego do OpenOffice’a żeby poprawił błędy i wkleić tutaj, zwyczajne lenistwo, nie ma czemu zaprzeczać.
Aerosmith, to marzenie które miało nigdy się nie spełnić. Słucham ich od podstawówki, i jako dzieciak wyobrażałam sobie, że pewnie nigdy nie zdołam być na ich koncercie, bo pewnie nie przyjadą już do Polski, i nie przyjechali… Ale gdy byłam młodsza, wyjazd za granicę był tak nierzeczywisty, a i technicznie sprawy wyglądały inaczej, teraz przechodzę przez Cieszyn i nawet nie zauważam kiedy wychodzę z Polski. Spełniło się, ta chwila śniona, za każdym razem gdy oglądałam ich koncerty przyklejona do monitora.
Tornado, było o wiele fajniej niż sobie wyobrażałam i wcale nie dlatego, że stało się cos o czym oczywiście nie mogę napisać.
I wreszcie OldTown, miałam ochotę się rozpłakać wyjeżdżając stamtąd. Teraz w zaaferowaniu wyczekuję Zakonek, Stalkera i naszego Shperackiego spotkania w Łodzi, a entuzjazm mój gaśnie na sama myśl, że z każda kolejna imprezą zbliża się końcówka sezonu i zima, i cóż ja będę robić w zimie, czy kolejna zimę spędzę samotnie błądząc po uśpionym Beskidzie? Nawet jeśli, chyba wciąż nie mam nic przeciwko, zwłaszcza, że nie będę już myśleć o… który, dobrze wiem, nawet bez wszystkich z zewnątrz serdecznych słów troski, nie był nigdy wart ani jednej myśli, a nawet tych z ostatnich lat, sporadycznych sentymentalnych wspomnień. Nie, nie dlatego, że przenoszę te myśli na kogoś innego, raczej dlatego, że wreszcie zrozumiałam, że nie jest niezastąpiony, dlatego, że poznałam kogoś kto pod każdym względem urzeka mnie dalece bardziej, tak, owszem, nadal jestem niepoprawnie romantyczna, ale spokojnie, niczego sobie nie imaginuję, i na nic nie liczę, błogosławię tylko samo pojawienie się go na OltTown, bo pozwoliło mi to wreszcie przekonać się o moim błędnym myśleniu, że raczej nikt już mi się nie spodoba tak jak… – które objawia się w tym, że jestem po stokroć bardziej zauroczona tym człowiekiem, którego imienia… oczywiście nie wypowiem…
I najważniejsze, zauroczona, nie chcę Mooniaku żadnych piskliwych entuzjastycznych radosnych wiwatów, bo się dam porwać, a Tobie i naszym wspólnym fantazjom dam się porwać na pewno, i jeszcze się zakocham, a wtedy jestem zgubiona…

***

Brak komentarzy

W normie, nie chce mi się pisać, a to znaczy, że jest dobrze, o dobrych rzeczach nie ma czasu pisać, jak się trzeba wyżalić to owszem, ale kiedy jest „śmiechowo”, to zazwyczaj jest mi to zupełnie nie potrzebne. Na Bergówce elegancko, to był tylko mały przedsmak OldTown, ale tak znakomity, że umieram z niecierpliwości do tegorocznej Pory Przybyszów. Oczywiście pozwoliłam sobie po raz kolejny równie na zabój co chwilowo się zauroczyć, chyba po raz piąty lub szósty w tym roku, tak naprawdę będąc przecież wciąż wierną ideałom, Snape, Lestat, Janusz. W normie.
W zasadzie to wszystko normalnie, to znaczy, świat wali mi się na głowę, a ja w sumie nic sobie z tego nie robię. Zmora której imię praca dyplomowa zeszła znów na dalszy plan, choć czasu coraz mniej, ale przecież dopiero po powrocie z Bergówki zorientowałam się, że zresetowali ranking w Diablo na Battle.necie, a są przecież rzeczy ważne i ważniejsze. Diablo przecież sam się nie zabije! Powinnam z resztą niedługo skończyć, nawet pomimo tego całego ciągłego olewactwa jakoś to idzie do przodu. Wszystko dzięki pogodzie, która usidliła mnie w domu pomimo iż mój nowy Desert Eagle TM czeka na chrzest bojowy w terenie. Sama w sobie sytuacja pogodowa jest tragikomiczna, podczas gdy ludzie tracą domy i przeżywają tragedie, głupia ja cieszę się z deszczu, bo rektor odwołał zajęcia, bo mogę pograć więcej w Diablo, zdążę napisać pracę, namalować kilka nieciekawych bohomazów. Coś okropnego.
To coś okropnego napisałam ponad tydzień temu i od tego czasu niewiele się zmieniło poza tym, że skończyłam te pierońska pracę, to znaczy, muszę ją jeszcze poprawić, zrobić przypisy i dopisać zakończenie, ale jestem na dobrej drodze do skończenia… co akurat na nic mi się nie zda, bo dziekanat zgubił mój indeks, co pewnie poskutkuje tym, że nie zdążę dokonać w nim odpowiednich wpisów i oddać go do sądnego dnia dziewiątego czerwca, zatem i tak będę bronić się we wrześniu. Co mi w sumie nie przeszkadza, bo to znaczy, że na dzień dzisiejszy mam spokój. A i tak postanowiłam kontynuować na ATH (bo gdzie indziej będę się mogła tak obijać), więc wrzesień mi wcale nie przeszkadza.
Nie wyobrażałam sobie, że granie z kimś w Diablo nawet bardzo krótkie, może być takie męczące i wkurzające, to tylko różnica poglądu na grę, ta-wa-risz woli robić zadania, przeszukiwać lokacje i wynosić z nich wszystkie śmieci, aby jej popchnąć Akarze za złoto które się i tak traci gdy się ginie, złoto w Diablo jest kompletnie nie ważne, można trochę pogamblić u Gheda albo innego, ale i tak daje same żółte crapy, runy co innego, ja buszuje za runami, expię i handluję by mieć najpiękniusiejszy sprzęt we wszystkich klasach postaci, oraz galerię Istów w skrytce, i oczywiście duele. Nie wiem jakim cudem po tylu latach ta gra wciąż mi się nie nudzi.
Ostatnie piękne kwiatki z Battle.netu:
-Powiedzcie ile wart (i tu nazwa jakiegoś badziewnego itemu)?
-Spytaj Akarę! :P
-Akara Ci powie!

Albo:
-Kupiłem Torcha 20/20 za 3 Ist, co prawda jeden gość chciał mi sprzedać 20/19 za Ist Mal, wiec o raz przepłaciłem, ale 20/20 jest taki sexi, nie mógł bym się patrzeń na to 19, wkurwiałoby mnie.
Tak, wiem nikt nie zrozumie, ale nie ważne, nie chcę żeby mi się to zapomniało lub zgubiło, bo uśmiałam się jak nigdy…
Za tydzień Pancerkon 2, sama nie wiem jak się do tego ustosunkować…
Za tydzień zmieniło się w za dzień, a ja po raz kolejny piszę do notatnika, choć właściwie nie mam o czym… Może o tym, że pomimo poświęcenia z jakim napisałam pracę dyplomowa i tak jestem skazana na wrzesień, bo mój indeks zaginał w dziekanacie, więc rzecz jasna nie zdążę go na czas (czyli na za tydzień), oddać ze wszystkimi wpisami z powrotem do dziekanatu, aha, no tak, pisałam o tym ostatnio, jak widać same nudy, nic się nie dzieje, wszystko diabli wzięli, dobre w tym jest jednak to, ze właściwie mam już wakacje, bo tej jeden jedyny egzamin u K. i zaliczenie u dr P. to tylko formalność, z K. na romantyzmie pomimo marnego przygotowania, uratowało mnie powinowactwo dusz w związku ze Słowackim, teraz będzie tak pewnie z Wildem, więc egzamin powinien być bezbolesny. A dr P. jak zwykle uczy mnie zmyślnego przedmiotu medialnego, a zaliczenie polega na dyskusji o przeczytanych czterech wybranych tekstach, dr P. tak jak ja jest graczem, a przedmiot zahacza o ludologię, więc wszystkie teksty jakie przeczytam będą oczywiście dotyczyły teorii gier komputerowych, więc gitespompaichuj. Resztę zaliczeń mam w ręku, szkoda, że nie w indeksie który w ręku ma wciąż dziekanat. Odczuwam w związku z tym taki dziwny niepokój, otóż, powinnam się chociaż trochę tym martwić? Prawda? Tymczasem, nie wiem, właściwie to się cieszę, że mogę znowu wszystko odłożyć, „na nigdy” – a to z Szymborskiej. Nie, ani jej nie lubię, ani lubię, ale analizowałam ostatnio wiersz na kolokwium i zapadło mi w pamięć. Na prawdę ostatnio jest strasznie nudno, widać to choćby po tym, że nie mam nic lepszego do roboty niż robienie wpisu o studiach… to ta pogoda… nie ma co robić.
Przechodzimy do kolejnej części, czyli: wróciłam już ze Shperaczówki, na kompanii lato, lato… I to przecież już dawno wróciłam, bo już zaraz wyjazd na Atomicon. No nie chce mi się pisać, cóż zrobisz… Odezwę się może jeszcze, raczej po koncercie, i przed Tornadem, bo z Tornada od razu na OldTown, Później sierpień Toporiada, FalloutParty, Zakonki, wrzesień Stalker, może kolejna Shperaczówka, a w Październiku pewna historia zatoczy koło, Porytkon. Lato, nie ma co smęcić do monitora, czas zapolować na mutki!


  • RSS